Wszystko co dobre szybko się kończy – Szklarska Poręba 2017

Tak długo wyczekiwany przez nas obóz w Szklarskiej Porębie dobiegł końca. Moje wrażenia – tylko pozytywne. Było super sportowo bombowo 🙂 Jestem zachwycona miejscem, atmosferą, ludźmi, trasami rowerowymi i biegowymi, okolicą i Jerzym Górskim, którego mieliśmy okazję poznać. Wszystko to sprawiło, że trenowanie w takich warunkach było bardzo miłe i przyjemne. Może za wyjątkiem małego incydentu.

Już tęsknię za tym czasem. Oto mały skrót.

W piątek przywitała nas piękna 20 C pogoda. Po prostu cudnie. Był czas na leżakowanie i wygrzewanie się w promieniach słońca na tarasie hotelu. No i te cudne widoki na góry. Zapierały dech w piersiach. Obóz rozpoczęliśmy godzinnym bieganiem po okolicy. Było wesoło, a humory dopisywały jeszcze długo po kolacji, gdy na tarasie rozpoczęliśmy grupową integrację. Gdyby nie fakt, że trzeba było wstać rano na basen, pewnie przegadalibyśmy całą noc.

W sobotę plan był bardziej napięty. Rano basen, później rower, a popołudniu bieganie. Tak można trenować!!! Gdy jedynym zmartwieniem trenującego jest dylemat: W co się ubrać na rower? Co dziś będzie na obiad? Czy w wolnej chwili wybrać drzemkę czy może spędzić ten czas na plotkowaniu i kawie 🙂
Mimo tego, że pogoda się pogorszyła, Szklarska dalej zachwycała wszystkimi kolorami jesieni. Z tego dnia najbardziej zapamiętam rower. Długie podjazdy, które sprawiają mi niesamowitą frajdę i długie zjazdy, których bardzo nie lubię. Na jednym z nich standardowo musiałam zaliczyć glebę. Na szczęście skończyło się na mocnym stłuczeniu nogi. Kolano ocalało. Mam jedynie gigantycznego siniaka, który zmienia kolory jak liście tej jesieni. Moim pierwszym odruchem po upadku było sprawdzenie roweru czy czasem nie ucierpiał, było OK. Na straty spisuję tylko podarte nogawki i rozwalony ochraniacz na buty. Niestety doszedł jeszcze STRACH i już do końca wyjazdu zjazdy nie były takie same.

Niedziela
Plan treningowy bez zmian z godzinnym opóźnieniem roweru ze względu na deszczową pogodę. Wszyscy byliśmy pewni, że przejażdżka rowerowa się nie odbędzie. A tu trenerzy zarządzili, że trening musi zostać odbyty! Trzeba było się spiąć i wsiadać na rower. Nie powiem, że była to miła wyprawa. Podjazdy były ok, ale zjazdy to koszmar. Mokra nawierzchnia, śliskie liście i moja wyobraźnia, jak na każdym zakręcie wylatuję z trasy. Myślę, że musi upłynąć trochę czasu zanim znowu nabiorę odwagi. Po bieganiu przyszła pora na pakowanie walizek i powrót do domu. Za szybko ten czas zleciał. Żal było wyjeżdżać. W grupie zaczęliśmy snuć plany, że wiosną koniecznie trzeba taki wyjazd powtórzyć.

Dziękuję Radio Wrocław, Grupie Triathlonowej RAT, Triathlon Camp za możliwość spędzenia niesamowitego weekendu w Szklarskiej Porębie. Pierwszy obóz triathlonowy uważam za udany! Moje bateryjki naładowane są w 100%. Czas zmierzyć się z trenażerem i samotnym kręceniem km w pokoju.

Pozdrawiam

W.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Wanda Brewka. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius