Wyprawa w znanie nieznane.

Człowiekowi czasami przychodzą szalone rzeczy do głowy. Lubię czasem zrobić coś, czego nie jestem pewny, że mi się uda. Wcześniej na blogu nie udało mi się tego opisać, jednak teraz mam czas by tą zaległość nadrobić 😉 Po tym jak skompletowałem rower, zakupiłem pedały SPD-SL, mój sprzęt leżał około 4 tygodni – bo jak to w życiu, zawsze coś jest do zrobienia, to pogoda nie taka. Pewnej soboty, postanowiłem to zmienić i pojechałem rowerem do Wałbrzycha i dalej do Szczawna-Zdroju. Nigdy wcześniej nie jeździłem takiego dystansu na kolażówce (ehh te siodełka), pogoda była sprzyjająca, więc jak Krzysztof Kolumb odkrywał Amerykę, tak i ja postanowiłem odkryć na nowo znaną mi trasę z pozycji siodełka rowerowego.

Gdy dojechałem z Centrum Wrocławia (gdzie mieszkam) na Bielany to zacząłem się zastanawiać, czy aby to na pewno dobry pomysł. Jednak chęć zmierzenia się z samym sobą oraz pociąg by pojechać w znane nieznane sprawiły, że ruszyłem dalej. Trasa sama w sobie nie jest bezpieczna, droga krajowa, pełna kolein, bez wydzielonego pasa czy to awaryjnego czy dla rowerzystów z dość dużym natężeniem ruchu samochodowego. W mieście wiatru nie czuć, zazwyczaj jest on ponad strukturą budynków, a poza? Poza napotkałem wiatr w z kierunku południowego wiejący niemalże w przeciwnym kierunku do mojej jazdy. Kilometry mijały znacznie wolniej niż sobie to założyłem, czas się dłużył, plecak z bagażem też nie pomagał. Po dojechaniu do Gniechowic miałem serdecznie dość, no ale zawrócić to wstyd przed samym sobą. Szef GT RAT Michał Wojtyło, zawsze powtarza, że płyny są najważniejsze, że gdy zachce się pić, to często jest już za późno. Warto tę radę zapamiętać.  Uzupełniłem płyny na pobliskiej stacji i jadę dalej. W nogach zaczęło się pojawiać zmęczenie, w głowie pojawiły się myśli, czy się nie zatrzymać, czy nie łapać kogoś na stopa, przyszedł kryzys. Jadąc dalej przez Mirosławice, po lewej stronie mając przepiękną górę Ślężę, po prawej piękne pola i zniżające się słońce, to napędzało i dało nie wiem skąd siłę by kręcić dalej. Jechałem i wiedziałem, że mam tylko jedną szanse, jeden cel – dojechać przede wszystkim cały i zdrowy (sytuacji niebezpiecznych było co niemiara). Gdy dojechałem do Świebodzic, wiedziałem, że na pewno dojadę, bo być tak blisko celu i się poddać to nie w moim stylu.

Od tego miejsca zaczęło się Pogórze Wałbrzyskie, gdy się jedzie samochodem nie stanowi ono problemu, dodajesz gazu 10 minut i po sprawie. Pokonanie tego kawałka drogi było najcięższą górką jaką pokonałem na rowerze w życiu. Przerzutki mi nie chodzą, więc z przodu nie miałem co zmieniać, z tyłu dałem na największą zębatkę, tak by łańcuch zbytnio nie ocierał o inne części. Jazda była mozolna niczym start lokomotywy w wierszu Juliana Tuwima, do ud dopływała krew i można było to poczuć jako pieczenie – gorąca krew jakby chciała rozerwać mięśnie. Psychicznie człowiek chce dalej, a ciało odmawia. Do tego wszystkiego zaczęły pojawiać się skurcze bo dobre 3 godziny miałem za sobą.  Ufff udało się, zatrzymałem się koło znaku Wałbrzych, szybka fotka na pamiątkę. Spojrzałem w kierunku z jakiego przyjechałem i czułem niesamowitą satysfakcję. Gdy dotarłem do celu byłem niesamowicie szczęśliwy, a nagrodą był pieczony pstrąg 😉

Najbardziej szalone w tej wędrówce w znane nieznane był brak informacji dla kogokolwiek gdzie jadę, ledwo naładowany telefon, brak koszyków na bidony w rowerze, buty – zwykłe adidasy , najlepsze na koniec – brak dętki zapasowej. Z perspektywy było to szalone, ale pozwoliło na dreszczyk emocji i małą przygodę (nie róbcie tego sami 😉 ). Dziś wiem jak zachowuje się moja głowa, wiem jak sobie radzić z kryzysem, przejażdżka ta była dla mnie kluczowa w Bełchatowie, podczas pierwszego startu, gdzie na trasie były bardzo ciężkie momenty i udało się je przezwyciężyć.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius