Wysyp Dziwaków!:)

Zewsząd słychać, że moda na maratony, triathlony, ultra-maratony trwa w najlepsze. I brawo! Bez względu na motywację.

Długi dystans hartuje, uczy pokory, konsekwencji, wiary w niemożliwe i bardzo ciężkiej pracy. Z drugiej strony sprawia, że zostajesz sam na sam z myślami. Jeśli w głowie nucisz sobie jakąś piosenkę, lepiej żeby była dobra. Jeśli opowiadasz sobie w myślach jakąś historię, niech to będzie opowieść o pokonywaniu przeciwności losu. Tu nie ma miejsca na pesymizm. Albo wytrzymasz, albo wymiękniesz. Albo się angażujesz, albo spadaj. Kompromis nie jest mile widziany.

Śledząc internetowo co dzieje się na Świecie, dochodzę do wniosku, że Ironman przyciąga typy ogarnięte obsesją. Fanatyków jakiś. 3,8 km pływania, 180 km jazdy rowerem, 42 km biegu wymaga od zawodnika codziennych kilkugodzinnych treningów, wiąże się z bólem, samotnością, częstymi skurczami, już nie wspominając o nieuchronnych chwilach zwątpienia i być może nawet nienawiści do samego siebie. Wszystko to musi się przecież na psychice odbić;). Ironman przyciąga poszukujących: narkomanów i alkoholików, nałogowych palaczy walczących z nałogiem, po odsiadce, jasnowidzów, mędrców, stukniętych inżynierów, poetów walczących z wiatrakami. Nie wspominając o mnichach i świętych.

http://www.youtube.com/watch?v=teA0xp8Tpw0

„ Bo tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.”

Ironman to ich nowy narkotyk  i  szansa, aby stać się lepszym, pewnym siebie człowiekiem.

Patetycznie się zrobiło:).

Oj, ignorantko…trening długodystansowca potrafi dać tak w kość, że dziś jestem w stanie uwierzyć w reinkarnację i w to, że w poprzednim wcieleniu byłam seryjnym mordercą. Teraz odbywam po prostu długoterminową karę:)

A tak na serio, każdy z nas czasem przegrywa. Nie udaje nam się zdobyć to czego pragniemy. Podejmujemy decyzje, których później żałujemy. Staramy się ze wszystkich sił, a rezultat jest opłakany. Tylko, że to nie przegrana definiuje ludzi, lecz to jak przegrywamy i to co potem robimy.

Nie można zmienić się z dnia na dzień. Życie to nie wyścig. Ironman to też nie wyścig, choć na taki wygląda. Nie ma mety… I choć dążymy do celu i to, czy go osiągniemy czy nie, jest wprawdzie ważne, ale nie najważniejsze. Ważne, jak będziemy do niego dążyli.

„Czasem najlepsza podróżą wcale nie jest ta ze wschodu na zachód ani też z dna na szczyt, lecz z serca do głowy. Tam znajdziesz swój głos” .

                                                                                                                                             Jeremy Collins

Nie wiem jak Wam ale mnie się wydaję, że mogłyby się nam w świecie większe kataklizmy przytrafić niż wysyp dziwaków z zamiłowaniem do morderczych i samounicestwiających wysiłków…:)

P. S. Wszystkim Państwu, których nie stać na leczenie chorób cywilizacyjnych – otyłości, chorób układu krążenia, nerwic, depresji itd., z czystym sumieniem polecam tę formę aktywności, która  skupia bardzo ciekawych i sympatycznych ludzi, których w sieci można poznać;)

http://www.youtube.com/watch?v=Oh4zXg92lTE

Fanatyczka;)

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Olimpia Łabuz. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Kasia
    Opublikowano 16 stycznia 2013 at 19:56 | Permalink

    no to fruuuu dziwaku:)

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius