„Żądło Szerszenia” pierwsze poważne ściganie ( start )

 

28 kwietnia  to dla RAT-u czas startu w pierwszym wyścigu kolarskim. Kolejny raz liderem zmagań sportowych jest Trzebnica.

Dopiero co, otwieraliśmy tam, ścieżkę biegową pod patronatem Radia Wrocław, wcześniej biegałem w słynnym na  całą Polskę biegu Sylwestrowym, a i kolarstwo w profesjonalnym wydaniu na tym terenie nie obce.

Niech Wrocek zazdrości, wszak nie bardzo przepada za imprezami dla ludu, że np wspomnę o braku tak podstawowej imprezy jak półmaraton.

 

Pakowanie trzech rowerów do wnętrza auta wymagało lekkiej układanki tylko żeby  później kółka się nie pomyliły, a do auta zmieścili się zawodnicy.

Następnym razem weźmiemy bagażnik dachowy.

 

 

 

 

 

 

 

Na miejscu pobranie numerów startowych, przypięcie czipów do rowerów i ustalanie taktyki.

Jazda odbywała się w losowanych 10-cio osobowych zespołach . Można było trafić bardzo silnych lub nieco słabszych. Dystans 70 km, więc nie powinien położyć trupem. Pewnym zmartwieniem mogłaby być wysoka temperatura. Gdy ruszałem było już 26 stopni. Dwa bidony obowiązkowe.

Przyjęta taktyka będąca zaleceniem Trenera: Mamy jechać grupą tak długo jak się da. Dawać krótkie zmiany. Trzymac stałe tempo, ale jeśli uważasz , że za wolno, to po wyjściu na prowadzenie uciekaj, albo poczekaj , na szybsza grupę z tyłu.

I pamiętać – tylko grupa!

Michał, doświadczony zawodnik dodaje: Trzymajcie się tych co maja ogolone łydki, to doświadczeni kolarze, a od tych owłosionych jak najdalej 🙂

Główny dystans na 150 km juz ruszył. Ten nasz rusza za chwilę.

Wylądowałem w grupie 19 , jak się okazuje razem z Krystianem. Super, będziemy mogli współpracować.

 

 

 

 

 

 

 

Ostatni serwis przed startem. Koła dobijamy do 8 atmosfer…i  niech sie dzieje ..

 

 

 

 

 

 

 

Ruszają kolejne grupy. Olimpia pojechała w pierwszej.

 

 

 

 

 

 

 

Do startu szykuje się Wojtek. Odbiera ostatnie wskazówki od Trenera

 

 

 

 

 

 

 

Pojawia się lekko spóźniony Mariusz. Szybkie przygotowania, bo z czasem jest na styk.

 

 

 

 

 

 

 

 

W międzyczasie na linii startu ustawia się Kasia, żona Trenera. W następnej grupie Mariusz.

Gdy staje na starcie, dostrzegam ,że jest bez kasku. Gdzie Twój kask.?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mariusz szuka go na głowie…został w samochodzie. Do startu minuta. Widzą to też sędziowie. Rozpoczyna się niezwykła sztafeta.

Partnerka Mariusza Dorota ustanawia swoją życiówkę na 100 m. z kluczami do auta.

Gdyby jeszcze pasowały od strony kierowcy..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dostaje się od pasażera i rzuca za trzy punkty przez siatkę do Trenera, który włączył się w akcję.

 

 

 

 

 

 

 

Dalej kask „przełapuje” Mariusz i po chwili jest na jego głowie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Prawdziwe ćwiczeniua w strefie zmian…jak w triathlonie tyle ,że tym razem nie były w planie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Małe poprawki i o czasie startuje cała grupa.

 

 

 

 

 

 

 

 

Przyszła i na mnie kolej. Nie sposób wtedy fotografować.  Mam w grupie zawodnika opisanego na stroju CCCCCCC 🙂 .

Michał mówi ,że jak damy radę z nim przez 10 km to będzie dobrze, ale po chwili sam sie poprawia i dodaje, no może dwa kilometry.

Ruszamy ostro. Już w mieście jedziemy 48 km/h staram się ciągnąć za liderem i trzymać blisko. Światła na skrzyżowaniu. Motocykl prowdzący się zatrzymuje za sznurem aut.

Zawodowiec wpada na chodnik, to i ja za nim.

Gdzie Krystian ? Nie ma czasu sie oglądać. Z trudem wykręcam ostry zakręt na dużej prędkości, modląc się w duchu o brak luźnego grysu  po zewnętrznej.

Lider jest na mnie za mocny, trzeba wejść w swoje stałe tempo i trzymać kadencje.

Oglądam się do tyłu, cześć  grupy jest jakieś 50 m za mną , mogę chwilę odpocząć.

 

Zawiązujemy grupkę i jest nas czterech , mamy średnia 35 km/h , super myślę i obyśmy sie tak utrzymali, dajemy krótkie zmiany. Jedziemy razem jakieś 10 km.

Teraz Krystian ciągnie pierwszy i nagle kapeć, odpada na bok.

Myślę co robić. Czy ma dętkę to nie wiem, ale na pewno nie ma pompki. Zawracam i oddaję dętkę i pompkę. Grupa niestety ucieka. W dalszą drogę ruszam sam.

Łączę sie w kolejną grupkę. Dajemy zmiany, jeden jest na mtb, ale mocny, choć trudno mu utrzymać 32 km/h.

Na zakręcie leży zawodniczka. Na głowie krew.

Staje.

Jest  przytomna, źrenice równe. Kareta wezwana. Pozycja chorej bezpieczna. Ruszam w pościg za moimi bo już odjechali. Udręka ścigać samemu, ale doganiam.

Mija nas  większa grupa…mają ogolone łydki. Natychmist przeskakuję do nich, widać doświadczony peleton, pracuję razem. Trzymam sie środka i walczę aby nie zostać. Kilometry lecą. Ktoś nagle zjeżdża do pkt. żywieniowego, wcześniej tego nie sygnalizując. Prawie dochodzi do wielkiej kraksy. Tylu k..dawno nie słyszałem.

Rozrywa to grupę.  Chwila zagapienia i mi uciekają 30- 50 m. Powrót do Trzebnicy jest pod wiatr, zostałem sam. Rozpoczynam walkę by ich dojść.  Zmagam się fizycznie i psychicznie , a trwa to całe 4 km. Gryzę rower, ale dochodzę z taką ulga wjeżdżając w cień i kanał powietrzny grupki. Mocno zapłaciłem za chwilę nieuwagi.

 

 

 

 

 

 

 

 

To jedyne zdjęcia w czasie wyścigu jakie dałem radę zrobić. Trzeba bardzo uważać jadąc w grupie i nie ma na to czasu.

Tu czołówka rwie peleton.

 

 

 

 

 

 

 

W pewnym momencie mija nas samotny kolarz. To Michał. Jedzie sam i mija nasza grupę. Część mocniejszych próbuje załapać się z nim.

Peletonik sie rozpada..Michał ucieka, ja zostaje sam, część słabnie i odpada w tył. Próbuje zawiązać jakąś koalicje, ale nie dają rady.  Dalej mam indywidualna jazdę na czas. Prędkość nie rewelacyjna, ale i tak mijam wielu wykończonych kolarzy.

Powrót do Trzebnicy pod górę i pod wiatr.

Gdy w Trzebnicy na trasie pojawia się ulica Teatralna, wspomnieniami wracam do biegu Sylwestrowego, bo to była prawdziwa Golgota dla biegaczy. Tym razem na rowerze jest lżej, a u góry wyrzucam z siebie głośne yes i  mknę co sił do mety. Jeszcze jakieś rondo, widukt, mówią że to finisz to i cisnę z buta i wpadam na metę .

Czas 2h 19:22 min. nie powala, ( open 58 na 224 startujących, M45- 18 )  ale ja jestem z siebie bardzo zadowolony. Zachowałem do końca sporo sił. Mógłbym jechać dalej, upał nie przeszkadzał…Trener później chwalił…..Odkłamałem rower

miejsce 58       nr 593       GARNCAREK Maciej      WROCŁAW       63M4S/18 (M)57      czas  02:19:22        śr prędkość 32.30         01.51 min /km

PS. Krystian stracił i druga dętkę. Pech.

Olimpia mistrzostwo. Złoty medal i pierwsze miejsce w rewelacjnym czasie. Druga kobieta za mną i to jest jakieś 10 min straty !!!

Michał czwarty, ale gdyby miał z kim jechać w grupie, byłoby znacznie lepiej. Tak o 10 sekund starcił pudło. Ale całą drogę jechał sam. Jak ktoś się zna to wie co to znaczy.

Mariusz szybki i byłoby dobrze gdyby nie zgubił trasy i dolożył 6 km.

Strata nie do odrobienia i czas. 2:32

Wojtek szybciej o 6 min ode mnie. super

Brawo RAT

Będzie część druga z mety ..

 

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. radek utnik
    Opublikowano 30 kwietnia 2012 at 22:31 | Permalink

    dobrze piszecie ten blog – miło się go czyta.
    pozdrawiam i ja pierwszy raz przejechalem 150 km na rowerze i jak sobie pomyślę że po tym jeszcze trzeba przebiec Maraton ( wczesniej przeplynac 3,8 km ) to stwierdziłem ze wszyscy jesteśny POJ…….. – nienormalni delikatnie mówiąc – czytaj w pozytywnym sensie 🙂

Jeden Trackback

  1. Autor RAT: Sukces naszej ekipy 1 maja 2012 o 05:34

    […] „Żądło Szerszenia” – pierwsze poważne ściganie (Zdjęcia) Podziel się: […]

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius