Zaje***ta

Nieraz są takie dni, że wszystko układa się po twojej myśli, świat i ludzie Ci sprzyjają, jest po prostu super.

U mnie taka passa zaczęła się w minioną sobotę. Poszłam pełna obaw na badania do poradni medycyny sportowej. Test wydolnościowy na bieżni napawał mnie przerażeniem. Miało być stromo i do odcięcia, to sobie myślę odetnie mnie pewnie po 5 minutach i koniec testu. Zaczęło się fatalnie 1,5 h opóźnienie, przez 30 min siedziałam uwiązana do bieżni niczym pies na łańcuchu w oczekiwaniu na pojawienie się komputera na którym miało być przeprowadzone badanie. Miałam jednak czas na miłą pogawędkę z Panem doktorem. Ploteczki, nowinki medyczne, ciekawe fakciki, oczekiwanie nie było takie złe.

Jest machina – zaczęło się badanie. Idę sobie na początku gawędzę z personelem i czekam na osiągnięcie tętna od którego dopiero zaczyna się cała zabawa. Mija czas, tępo wzrasta, wznios również, już nie idę biegnę i ciągle pytam czy to już. Myślę sobie cholera jak tak dalej pójdzie to będę chyba godzinę tu biegła. Boję się, że jak to tępo będzie ciągle wzrastać to w końcu moje nogi nie nadążą, więc pytam nieśmiało co będzie jak nie wyrobie się z przestawianiem kończyn. Pędzę pod górę już chyba 15 minut, jest stromo i coraz szybciej więc kurczowo trzymam się metalowej poręczy, nagle już nie wznios i tępo jest straszne, pojawiła się nowa przeszkoda, spocone ręce tak ślizgają się po poręczy, że nie mogę utrzymać ich na miejscu, nie mam pomysłu jak ten efekt zniwelować. Boją się puścić bo jeszcze spadnę ze stromizny. Ratunku! Przekładam ręce w inne miejsce ale to niewiele daje, w wyobraźni widzę siebie jak puszczam podparcie i spadam jak na filmikach z siłowni które nie raz oglądałam w internecie. Naprawdę osiągnęłam stan najwyższej gotowości i sapię nieśmiało czy jest jakiś patent na wytarcie rąk. Można o koszulkę albo podadzą mi ręcznik papierowy o nie to nie dla mnie nie puszczę dobrowolnie podparcia, poproszę w takim razie o zatrzymanie bieżni. Uffff ulga nie zabiłam się, przetrwałam, biegłam dłużej niż 5 minut. Sukces. Pani doktor po analizie ogłosiła werdykt: mam wspaniałą wydolność, zostałam rekordzistką przychodni, wśród kobiet mam złoty medal. Tak sobie myślę czy może sprzęt się nie zepsuł. Nigdy wcześniej wyczynowo nie uprawiałam żadnego sportu, chyba, że trudne, nadpobudliwe dziecko jakim byłam można wciągnąć w zacne sportowe grono. Jeśli tak to jednak coś tam uprawiałam. Wiszenie na trzepaku, szalone jazdy na rowerze czy wrotkach na dodatek uciekanie z klasy i bieganie dookoła korytarza niczym po sportowej bieżni aby nauczyciel mnie nie dogonił. Podbudowana swoją dobrą formą ( jakoś nie odczuwam jej na bieganiu) pędzę z rodzinką do Zielonej Góry, oczywiści spóźnieni, na rodzinną imprezkę. Tam moja passa trwa, słyszę same ochy i achy jak schudłam, jak młodo wyglądam, jaka jestem wysportowana. Miód na uszy. W niedzielę moja Iza opublikowała zdjęcie na FB. Znowu się zaczęło! Znajomi sypią „lajkami”. Nagle pisze do mnie kilka osób jak to fajne wyglądam na zdjęciu, zaczęło się robić dziwnie, to już chyba przesada. Ale buźka mi się cieszy, rosnę z dumy – wzwyż, to dobrze :), wszerz to już gorzej 🙁 od tej fajności, nawet zaczynam chwalić się wszystkim jaka to ja super, jaka jestem wydolna. Najbliższe zawody pójdą mi jak spłatka od tej fajności, a ja się martwiłam jak przebiegnę 10 km.

Naprawdę niesiona na fali zajefajności, przetrwałam poniedziałek w pracy. Prawie od tego uroku urosła mi aureola i skrzydła 😉

Passa skończyła się o 16.00 z nadejściem mojej siostrzenicy Ali. Wkroczyła do biura blond piękność ja stoję, okryta blaskiem fajności, w rowerowym ubranku a Ona rzuca „ale ty ciocia wyglądasz”. Pytam więc, oczekując kolejnego dobrego słowa, wielce z siebie zadowolona „no jak wyglądam?” na co Ona wypala „śmiesznie ciocia jak jakaś szalona baba!”

Cały mój wielki, ogromny balon zajefajności został przebity. Trzeba wracać do rzeczywistości Agata, wziąć się za trening, a nie jechać ‚na lansie’.

W takim razie trzymajcie mocno za mnie kciuki, bo na starcie w Sierakowie stanę z tym co wytrenowałam przez zimę i nawet moja fajność mi nie pomoże 😉

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Agata Szydło. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius