Zaskoczenie

Nowy rok zaczął się basenowo, był to mój pierwszy trening w Nowym Roku. Na basen wstałem jak zawsze w okolicach 5.30 gotowy na spalanie świątecznych kalorii. Wchodzę do wody, trenerka zadaje kolejne metry do przepłynięcia, wszystko dobrze, w sumie zadowolony z siebie. Ostatnia część treningu to pływanie szybkim kraulem w łapkach i krótkich płetwach. Nie za bardzo lubię te ćwiczenie, bo wymaga ode mnie bardzo dużego wysiłku i innej częstotliwości ruchów. Jednak zadanie to zadanie, trzeba je wykonać. Rutyna. Nie dyskutujesz tylko płyniesz. Jedyny język to porozumiewawcze spojrzenia z pływającymi na torze. Jest ciężko.

Ostatnia setka z pierwszej serii miała być najmocniejsza, więc daję z siebie 110%, 5 metrów od końca biorę silny duży szybki wdech i zamiast powietrza, do jamy ustnej i przez nos wlatuje mi chlorowana woda. Nigdy wcześniej takiego ‚łyka’ nie wziąłem. W jednej chwili zapiekły mnie niemiłosiernie płuca, oczy do góry, no i najgorsza rzecz – nie mogłem po raz wtóry nabrać powietrza. Od razy położyłem się na boję, plecami i zacząłem próbować wykrzesać z siebie jakikolwiek pisk i machać do partnerów z toru, prosząc o pomoc.

Po opanowaniu sytuacji, próbowałem jeszcze pływać, jednak moje płuca były chyba wypełnione wodą, bo nie mogłem normalnie nabrać powietrza, więc oddałem swoje łapki i płetwy dla Arka. Po basenie też nie było lekko, po prostu nie mogłem złapać oddechu, jakiekolwiek leżenie oznaczało boleść w klatce. Na szczęście na chwilę obecną dolegliwości minęły i wszystko wróciło do normy. Jest też takie zjawisko jak suche i wtórne utonięcie, warto się z tym zapoznać, bo ja do tej pory o tym nie wiedziałem. Gdybyście mieli podobną przygodę, przerwijcie natychmiast trening, bo granica pomiędzy zdrowiem, a jego utratą jest dość cienka.

Ot, takie zaskoczenie. Jakby ktoś mi powiedział, że na basenie można sobie zrobić krzywdę, to bym nie uwierzył. Pamiętajcie, że woda to nie jest nasze naturalne środowisko i zawsze należy być ostrożnym. Najważniejsze – choć sam wcześniej miałem inne myśli – nigdy pod żadnym pozorem nie pływajcie sami, gdziekolwiek jesteście, pomimo pewności siebie i innych jakichkolwiek czynników.

Oby takich przygód było jak najmniej.

 

PS>Dziękuję wszystkim tym którzy pomogli mi wtedy na torze.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius